wtorek, 30 lipca 2013

Mały start wielkich rzeczy.

Będąc w Londynie doznałam wielu inspiracji. Choć może to złe słowo. Bardziej-motywacji. Uważa się, że Londyn to miasto pełne modnych ludzi, kolorów, wzorów, dźwięków. Dla mnie Londyn to jeden wielki misz-masz, który w całości wcale nie daje wspaniałego stylu ulicznego, o którym się tyle mówi.
Nie mniej pozwala na to by być 100% sobą. Możesz włożyć odblaskowe różowe spodnie i nikt nie zatrzyma dłużej na Tobie z tego powodu zdziwionego wzroku (przetestowałam). Otwarty dostęp do galerii i muzeów motywuje do bycia twórczym. A we mnie to pobudza motywację do działania. Czy to będzie naszyjnik, czy domowe ciasto, a może ramka- nie ważne. Włącza się kreatywność.
W chwilach, gdy mam tyle rzeczy na głowie, że zaraz eksploduję, najchętniej idę do kuchni by upiec małe tarteletki. I jestem spokojniejsza. A moi bliscy uśmiechnięci i najedzeni.
To mój sposób na poprawę nastroju i chwilę dla siebie. A jednocześnie efekt jest niepowtarzalny, zostaje na dłużej i można się nim często podzielić z innymi.

Blog będzie miejscem gdzie będę wrzucać zdjęcia tych efektów, jak je zrobiłam i moich inspiracji. A nóż kogoś to natchnie i przekaże te inspiracje dalej :)

oby oby. Zobaczymy co z tym dalej.